Sezon wakacyjny zbliża się wielkimi krokami, dlatego postanowiłam podzielić się z wami moimi zeszłorocznymi łupami. Będąc na hiszpańskiej wyspie oprócz naładowania baterii zrobiłam sobie również rundkę po sklepach jak każda normalna kobieta. No i jak to ja – złowiłam trochę niedrogich kosmetyków. Znalazły się wśród nich również prawdziwe perełki.

Teneryfa słynie z kosmetyków na bazie aloesu – plantacje tej rośliny można spotkać na każdym kroku. Dzięki temu produkty są bardzo tanie, a jednocześnie zawartość aloesu jest wysoka. W hotelach najczęściej dostaniecie kosmetyki aloesowe, ale po co przepłacać. Warto wybrać się do supermarketu Mercadona, gdzie wybór produktów jest bardzo duży, a ceny niskie. Ja skusiłam się na balsam aloesowy Deliplus, który jest bardzo przyjemny i kosztował grosze (dokładnie nie pamiętam, ale chyba €1,50 za 400ml). Dodatkowo zaopatrzyłam się w zestaw czterech aloesowych pomadek w jednym z nadmorskich butików, z których część podarowałam rodzinie. Fajne pomadki nawilżające w przystępnej cenie (około €4 za sztukę). Kupiłam też dermokrem do twarzy, ale nie jest to produkt warty polecenia.

Nie mogło oczywiście obyć się bez kolczyków – taki fetysz. Z każdego wyjazdu przywożę kolczyki. Tym razem padło na srebrne świderki, które uwielbiam i często noszę. Cena srebra jest niewysoka, nawet stoiska w hotelach mają niewygórowane ceny w porównaniu z polską.

W Mercadonie wybrałam kilka produktów Deliplus Color. Jest to marka dostępna tylko w hiszpańskiej sieci marketów. Największą perełką okazał się podkład Fijo&Cubriente, który idealnie wtapia się w skórę, pięknie utrzymuje się na twarzy i nie przesusza cery. Jego krycie można z powodzeniem budować do pełnego, a jednocześnie pozostawia naturalne wykończenie i nie tworzy efektu maski. Jego cena to jedyne €5,50, szkoda że nie jest dostępny online, bo już go prawie wykończyłam i chętnie zaopatrzyłabym się w kolejną buteleczkę. Niestety gama kolorystyczna jest niewielka i ciężko znaleźć naprawdę jasny kolor. Mimo to jest najlepszym podkładem, jakiego dotychczas używałam!

Grzebiąc w szafach zainteresował mnie rozświetlacz w kremie, który na swatchach wyglądał obłędnie. Niestety na twarzy daje przeciętny efekt, podobny jak niejeden drogeryjny rozświetlacz. Trwałość również słaba, dlatego można sobie odpuścić.

Świetnie zapowiadał się również eyeliner w żelu – wydawał się niesamowicie czarny i aksamitny. Ostatecznie nie jest to zły produkt, ale mam sporo eyelinerów, z którymi lepiej się pracuje i łatwiej rozprowadza. Zdecydowanie wolę chociażby Maybelline w słoiczku, a cena podobna.

Deliplus posiada również w ofercie matowe pomadki Color Fix. Tradycyjna pomadka  sztyfcie daje matowy efekt na ustach. Nie jest przyjemna w noszeniu i mocno wysusza usta jak na tego typu produkt.

W hiszpańskich drogeriach i marketach oprócz tamtejszych produktów można też spotkać niedostępne u nas produkty drogeryjne. Widziałam tam na przykład podkład Maybelline Age Rewind Eraser i bardzo żałuję, że go nie wzięłam. Dajcie znać, czy wy macie jakieś perełki, które przyszliście z Hiszpanii lub może innego kraju!

One thought on “Zakupy z Teneryfy – co warto przywieźć z Hiszpanii”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: